LAOS LOVE

O byciu pełną miłości, akceptacji śmierci i o przyswajaniu nowych norm. Tu i teraz. A, i jeszcze jak prawie trafił ją piorun.

Kitty R.

Nadszedł czas rozstania z Pumpkinami; Y. rusza na Południe (Kambodża), L. rusza na Północ (Chiny), Kicia R. i Sir Last ruszają na Zachód (w stronę Tajlandii).

Uwaga. Dzisiejszy post w ogóle będzie mocno trącił Kicią Coelho, czyli filozoficznymi banałami o tym czym jest podróż, bo obiecała… Natomiast Kicia R. przecież nie zmusza nikogo do czytania; można sobie na przykład od razu przeskoczyć do filmiku na dole i w ten sposób odhaczyć czytanie posta. Albo w ogóle pójść zamiast tego na spacer do parku i też fajnie.

Dla Kici R. podróżowanie to nie tylko rozwijanie pobocznych pasji (sztuki wizualne), ale i zmaganie się z tematem śmierci i oswajanie z przemijaniem. Nic nie trwa wiecznie i to jest niepodważalne, ale czasem ciężko jest się z tą nieuniknioną sytuacją pogodzić. I tu wkracza podróż.

Są takie momenty w trakcie podróży, kiedy Kicię R. zalewa fala wewnętrznego wzruszenia, kiedy czuje się niewiarygodnie szczęśliwa i myśli sobie wtedy, że gdyby miała zaraz umrzeć, to to w sumie nic wielkiego ani strasznego. Oczywiście, że byłoby miło jeszcze mnóstwo rzeczy w tym życiu porobić, chwycić całą masę nowych możliwości, doświadczyć chociażby macierzyństwa albo zwyczajnie się zestarzeć. W przypadku tego ostatniego, można by wtedy zobaczyć czym podróż staje się i o czym się myśli, gdy się płynie łodzią po Mekongu w trakcie wielomiesięcznej podróży, samotnie po śmierci męża, w wieku 71 lat (true story jeśli chodzi o napotkanych przez Kicię podróżników, bo to nie tylko młodzi żądni magic shaków szlajają się po Azji, ale także takie wspaniałe, dziarskie kobiety). Albo mieć duży ogród pełen kwitnących drzew owocowych zasadzonych samej lata wcześniej. Wiele rzeczy to tylko kwestia decyzji i przyjmowanie ich konsekwencji.

U Kici R. te momenty niewiarygodnej szczęśliwości i wzruszenia zdarzają się już od kilku ładnych lat i najczęściej w czasie podróży. A Laos to już w ogóle sprzyja temu bardzo! Kicia R. czuje się wtedy tak bardzo we właściwym miejscu i czasie, że przynosi jej to spokój i pełną akceptację ludzkiej przemijalności, w tym własnej.

A Ty kiedy ostatnio płakałeś/aś ze szczęścia? He he.

Podróż pozwala Kici R. spojrzeć na wszystko trochę inaczej. Problemy dnia, życia

codziennego jak rachunki, podatki, praca czy utrata kogoś bliskiego zostają zredukowane do dbania o podstawy egzystencji: gdzie dziś spać? co dziś zjeść? czy jestem bezpieczna? Życie w podróży jest mocno osadzone w ramach Tu i Teraz. I to Kici R. odpowiada bardzo, bo życie ograniczone do tych podstaw przetrwania, pozwala spojrzeć na wiele spraw z dystansu, a tym samym znaleźć nowe rozwiązania i ustalić osobistą hierarchię wartości.

A w międyczasie zmienia się również Kiciowy zakres norm. Wjeżdżanie na motorze do sklepu na zakupy, plucie czy smarkanie bez użycia chusteczek, jedzenie mlaszcząc z otwartą buzią? Norma. Zabieranie dzieci ze sobą dzień w dzień do pracy albo prowadzenie sklepu centralnie w środku własnego domu? Norma. Bardzo często w Azji Południowo Wschodniej granica między pracą a domem nie istnieje zupełnie. W aptece Kicia R. prosi o maść antyhistaminową na pogryzienia, pani farmaceutka (?) właśnie usypia swoje malutkie dziecko na rękach, więc Kicia musi poczekać by zostać obsłużoną, aż niemowlę zostanie delikatnie odłożone do łóżeczka stojącego na środku apteki. Rozmawiając Kicia R. i Farmaceutka Matka szepczą, by nie obudzić maleństwa. Norma. A w ogóle w temacie dzieci i śmierci. Pewna kobieta w Wietnamie powiedziała: tutaj ludzie starają się mieć dużo potomstwa, godząc się z faktem, że raczej nie każde z dzieci dożyje starości. Stanowi to również zabezpieczenie na ich własną starość; tu nie ma emerytur, to młodzi opiekują się swoimi rodzicami, dziadkami. Ktoś musi. Norma.

Kicia R. ceni również w Azji Południowej Wschodniej zdolność ludzi do drzemania w każdych warunkach i wszędzie. W przydrożnych zajazdach dla kierowców, bardzo często zamiast stolików i krzeseł porozwieszanych jest kilkanaście lub więcej hamaków. Norma. Równie interesujące jest podejście do śpiewania, czyni to każdy i wszędzie, często bez umiejętności, czyli okrutnie fałszując. Norma. Czy czasem nie ważniejsze od samej znajomości linii melodycznej i umiejętności śpiewu jest dystans do siebie i umiejętność zabawy wśród przyjaciół? (Czy nie dlatego właśnie Kicia R. sobie bloguje i fotografuje?)

Jakby tego było mało, w ciągu 6 miesięcy Kicia R. umówiła się z kimś na konkretną godzinę dokładnie dwa razy (raz z Austriakiem w styczniu na godz. 12.00, by zwiedzać razem Bangkok, i drugi raz na godz. 18.00 w Hanoi, by spotkać się z Anglikiem na piwo). W podróży pojęcie czasu zupełnie się zaciera, nie wiadomo, która jest godzina, jaki jest dzień tygodnia lub nawet miesiąc. A pytanie ile masz lat, staje się dla Kici R. zwyczajnie nieważne, nie niesie za sobą żadnych istotnych informacji.

Dwa dni Kicia R. i Sir Last spędzają na przepięknej drewnianej łodzi, delikatnie kołysani do snu, do pisania tego tekstu lub do patrzenia na zieloną linię brzegową (jeśli tak to wygląda w porze suchej, to aż strach zapytać Matkę Naturę, co ona tu wyczynia z roślinami w porze deszczowej!?).

Kicia R. i Sir Last docierają do granicy z Tajlandią, gdzie już dość filozofowania, a więcej przygodowania.

Tymczasem Kicia R. dziękuje Laosowi za jego piękno, gościnność i prostotę życia wokół Mekongu. W jej serduszku Laos love zagościło na zawsze!

Ze swojej strony Laos żegna Kicię R. i Sir Lasta burzą z piorunami. Kicia R. wychodzi więc z hostelowego pokoju na korytarz z myślą ‘o, pokręcę sobie burzę, bo tak ładnie błyskawice rozświetlają niebo i podświetlają powyginane wichurą palmy’… i wtedy prawie trafia ją piorun. Zresztą sami zobaczcie.

And photos…

Świątynia w Luang Prabang

Buddha

Wejście do świątyni buddyjskiej

Pupa słonia.

Tuesday Buddha

O zachodzie słońca solo

O zachodzie słońca rodzinnie

I w ogóle o zachodzie słońca wszyscy.

A to zachód słońca sam sobie.

A to część składowa pumpkin składu, czyli Lara ♥

Przystań.

Laotańskie łodzie.

Na łodzi można jeździć na rowerze...

Albo odpoczywać...

Kicia R. i Sir Last

Widoczki z łodzi.

Drzemka.

Sir Last

Przystań w Huay Xai.

...

Dworzec w Huay Xai

comments powered by Disqus