Maroko

Essaouira

O spaniu wśród wydm oceanicznych i na pustyni.

Kitty R.

Kicia R. i Dziadek T. stopują milutko z Marakeszu ku Essaouirze. Kierowca częstuje ich pysznym, arabskim chlebem upieczonym przez mamę oraz oferuje nocleg w swojej ciężarówce. Kicia R. i Dziadek T. mają jednak inne plany. Dojeżdżają więc do Essaouiry o zachodzie słońca, gdzie z radością wsuwają mix smażonych rybek. Trochę dzielą się nimi z kotami, które chwytają kąski leniwie i od niechcenia (takich smakołyków mają wszak w tym mieście pod sam koci korek).

W gaju palm daktylowych.

Kicia R. i Dziadek T. śpią na dziko, a rano zaliczają szalony przejazd przez Atlas Wysoki.

Kitty R.

Kicia Rożek i Dziadek T. śpią na dziko, w gaju palm daktylowych. Kicia Rożek bardzo boi się mutantycznych, afrykańskich mrówek nadchodzących zewsząd. Dzielnie podgrzewa mleko na ognisku i patrząc w saharyjskie gwiazdozbiory ostatecznie błogo zasypia. Poranne kilo mandarynek i jajówa zmieniają kierunek podróży o 180 stopni (przejście na drugą stronę drogi). Już po chwili pędzą z kierowcą perełką (Kicia w ogóle wpada totalnie w twardość i błysk oczu pustynnych Berberów). Kierowca twierdzi, że jest elektrykiem, ale dla Kici Rożek jest mistrzem rajdowym.

Z Ar-Raszidijja do...

Kicia R. i Dziadek T. spotykają Człowieka i Jego Owcę oraz mają gwiazdy na wyciągnięcie ręki.

Kitty R.

Kicia R. i Dziadek T. poszukują mistrza quankido w Rashidiji, by po 12 latach latach odebrać skrzypce mistrza kung fu z Tetouanu. Mistrz nie odnaleziony, ale trop złapany, a list pozostawiony. Zimno regionu daje się we znaki. Kicia R. i Dziadek T. ruszają dalej bez planu, by w połowie mostu wychodzącego z miasta usłyszeć z dołu “Salam! ça va?” i chodźcie na herbatę. Bezdomny zlepek folii na palach palmowych, a w środku Człowiek i Jego Owca.

Klasyka.

Klasyczna historia o dobrych ludziach, których Kicia R. i Dziadek T. spotykają na swej drodze.

Kitty R.

Zmierzch. Za minutę noc. Kicia R. i Dziadek T. stają przy drodze, by złapać stopa do Ar-Raszidijji. Już po chwili staje przy nich kobieta z dzieckiem na plecach, a za plecami resztą rodziny (dwóch synów, jednego z nich żona i ich dziecko). Głośno i dobitnie kobieta mówi (“nie możecie tak tu”), potrząsa swoją piersią (“jesteście moimi dziećmi”) i autorytarnie nakazuje (“najpierw zjecie, wyśpicie się i rano ruszycie dalej”). I tak Kicia R.